Nie każde zdarzenie jest katastrofą? Dwa zderzenia? Pięć?
Może warto zweryfikować znaczenie słowa: katastrofa? Jest to pojęcie akademicko i wzorcowo zdefiniowane po stronie zła. Nieszczęścia.
Przykład: przypadkowe spotkanie na molo. Całkowicie przypadkowe? Są takie spotkania? Nikt nad ich czasem i miejscem nie panuje? Taki rozkład jazdy pociągów, które same decydują kiedy i dokąd sobie pojadą? Bzdura!
Przypadkowe… Kto wymyślił to słowo. Co nim chciał przykryć?
Albo: gdziekolwiek.
A już zupełnie nie do pomyślenia jest konstrukcja: kogokolwiek z kimkolwiek.
Każde zdarzenie jest katastrofą.
Nie zawsze towarzyszy mu światło, ten oślepiający rozbłysk, nie za każdym razem czuć wrzenie i paraliż.
I nagkle słyszysz, że ktoś podaje ci rękę, chce cię wydostać z matni, w którą właśnie wpadłeś. To jest… ratunek? Czy kolejna katastrofa?
– Bolek, no rusz się wreszcie, co tak stoisz!
Na to hasło Ktokolwiek z Kimkolwiek się rozchodzą, ale na tym miejscu mola pozostaje energia po rozbłysku zderzenia. Blizna po wrzeniu i paraliżu.
Energia, która nie zginie…
Chyba, że zdarzy się nowa w tym miejscu katastrofa. O, tak! Trzeba sporządzić mapę zderzenie naszych katastrof…


Add Comment