Listy bez Adresata…

Szanowna Pani,

Piszę w przeświadczeniu, że na moje listy nie otrzymam odpowiedzi…

Przyznaję, te Twoje awiza podsyłanych do mnie kwestii i pytań jednak uwierają, niepokoją, jak nieoczekiwane zawiadomienie o przesyłce z sądu, urzędu skarbowego czy nieznanego nadawcy, który żąda potwierdzenia, że list doręczono.

Pamiętam, jak wielkie, choć do dziś niewytłumaczalne wrażenie zrobiło na mnie to pierwsze zdane z Procesu: Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany.

Twoje pytania są niekiedy jak więzienna cela.

Przyznać jednak muszę, że pojawiały się od zawsze, ale teraz ich oczywistość i częstotliwość stają się wręcz normą. Kiedyś były to nie zawsze wyraziste konstatacje na marginesie pochłanianych tekstów, z Rozmową z katem czy właśnie Procesem na czele – później – długie nocne godziny w samolocie wiozącym mnie na drugi koniec świata, ocierając się niemalże o ten świat trzeci…

Jak każdy, im więcej wiem, tym z większym trudem przychodzi mi udzielanie sobie odpowiedzi na coraz prostsze pytania. A każda z nich wydaje się być mniej trafna od poprzedniej; nie dotyka istoty spraw, nie przywraca snu, wręcz dręczy, irytuje i zmusza do nowych poszukiwań. Zazwyczaj po omacku, bo książki ich w sobie nie kryją, a żaden z mędrców podpowiedzi nawet nie zasugeruje. Więc gdzie i kogo pytać, jak formułować wątpliwość?

Notatki giną wśród zapisków, te piętrzą się w różnych miejscach, inne umykają, bo nie wciągnąłem atramentu do pióra i dłoń zatrzymała się w biegu widząc, że myśl nie pozostawia śladu na kartce notesu a ledwie słyszalny pisk stalówki o tenże papier przypomina chichot – wiadomo, kogo…

Więc może zamiast listów pisać będę donosy. Wtedy przynajmniej wiedzieć będę, kto stoi za moim aresztowaniem? Donosy na siebie samego, do władz i nienazwanych instancji, które ostatecznie zdecydują o moim losie. Zamkną mnie w labiryncie wątpliwości i domysłów, przedsionku Wyzwalającego Zagubienia…

Jak zawsze niepokorny i szorstki wobec Pani –

MK

p.s. coś mi się jednak zdaje, że donosząc na siebie – sam będę jedynym sędzią w mojej sprawie.

Listy bez Odpowiedzi