Drużyna Czarnego Kosmicznego Kota O Czarnych Oczach

OK, to którego dziś mamy?

Czyli połowa życia za mną!? Nie, to nie znaczy, że zamierzam żyć 130 lat. Tylko 130 lat… Na taki okres planuję jedynie zawodową aktywność. Żeby zarabiać na chleb.

A jak już ten ostatni kawałek zjem – przejdę na emeryturę. Ale ponieważ samokrytycznie oceniam, iż pracowałem przez całe życie dość intensywnie, więc należy mi się równie długi jak staż pracy – czas wypoczynku.

Czyli, gdzieś do roku 2078? A potem? Zdradzę w stosownym czasie…

 

Stan dezercji?

Pędzi bezwiednie, plącząc wątki samopiszących się scenariuszy. Jedne losy krzyżuje z innymi. Tych – ustawia przeciw sobie, tamtych – jednoczy i zespala. Nie ujawnia swoich planów wobec nikogo, nie ostrzega i nie nagradza. Bo nic mu do tego! W rzeczy samej  – ono na nic nie ma wpływu. Nigdy, nigdzie, nic co zostało zapisane, nie wypełniło się całości, w sposób nie budzący wątpliwości. Więc nie ma porządku. Jest tylko przypadek.

Czyż więc warto się nim, ŻYCIEM, zajmować? Życiem jako ciągiem wzajemnie uzasadnionych, wynikających z siebie, logicznie uwarunkowanych relacji? To kompletna bzdura! To nawet nie jest pozór. Życie nie kryje swojej alogiczności! To my, za wszelką cenę, próbujemy je kodyfikować, porządkować, uzasadniać, wywodzić, potwierdzać, uzasadniać, wnioskować… Dlaczego? No właśnie…

Nawet, jeśli wydaje nam się, że mamy wpływ na życie, sterujemy nim, że dokonujemy wyborów, realizujemy postanowienia, to ono i tak wszystko zagmatwa – a to w najmniej spodziewanym momencie pchnie nas na tory przed pędzący pociąg, doświadczy ciężką chorobą, nagrodzi fantastycznymi zarobkami, wyprawą dookoła świata, zmorduje chorobą, udręczy ludzką zawiścią.

Innym sypnie grosza, że i udźwignąć nie będą go w stanie. Tamtym wybije zęby lub każe im z rozpaczy wyrywać włosy. Zrobi wszystko, ale to absolutnie wszystko abyśmy na chwilę nawet o nim nie zapomnieli. Więcej – robi wszystko, aby odwrócić naszą uwagę od… No właśnie, od czego? A może od… kogo?

Co za bzdury!

Największa nieporadność człowieka leży w tym, że sprawy, których nie pojmuje, chce za wszelką cenę ubierać w szmatki pojęć, tworzy ich realne kształty lub onomatopeje.

I tym sposobem ludzie wymyślili sobie życie. Piszą je przez duże Ż. Siłę sprawczą i omnipotentną. Coś, czego w istocie… nie ma. A przynajmniej nie ma dowodów na jego istnienie. Jest bytem i kategorią całkowicie wirtualną o cechach realnych w zakresie nadawanym mu przez każdego z nas.

Nikt nigdy nie stworzył definicji życia. Nikt nie doświadczył stanu, który mógłby jednoznacznie skwitować twierdzeniem: to jest życie. Tak jak mówimy: to jest stół, to jest drzewo. To są marzenia… Moje marzenia…

I kiedy fakt ów odkryjemy, kiedy zdemaskujemy nieistnienie życia, które stworzyliśmy naszą imaginacją, nie starcza nam już siły ani przenikliwości, by znaleźć odpowiedź na główne pytanie: dlaczego? Co to życie chce przed nami ukryć, dlaczego nie pozwala nam się od siebie oderwać? Nieustannie nas sobą zajmuje, odciąga, ale też jak fatamorgana – magnetyzuje. Byleśmy tylko nie dostrzegli… Czego?

Wyrok nieuświadomiony

Jest li życie naszym więzieniem? I czy kiedykolwiek uda się nam wyrwać z tego 'jakiegoś’ cylindra przypadków, z którego dadaista wyjmuje kolejne, całkiem przypadkowe losy i rzuca je, niczym kości do gry, na arenie Życia?  Czy i kiedy wyrwiemy się z tego zwariowanego kręgu, kiedy utraci on swoje panowanie nad nami? A jeśli tak, to… no właśnie? Również na ten temat nikt nie ma wiarygodnych informacji.

Więc – wyrzuciłem już jakiś czas temu lusterko wsteczne. Nie wracam, nie oglądam się, nie żałuję, nie tęsknię i nie wzdycham. Oczywiście – wyłącznie w odniesieniu do przeszłości.

Całą uwagę koncentruję na wpatrywaniu się w przyszłość, ostrzę wszelkie zmysły i apetyty, a pokłady emocjonalności przygotowuję na doznania tylko pozytywne. I te najważniejsze. Na życiowy deser.

Czarny Kosmiczny Kot

Nic nie cieszy mnie bardziej nad promieniejące uśmiechy i wrzaski mojej Drużyny. Na te zdziwienia i grymasy w reakcji na odsłonięcie kolejnej tajemnicy Życia, jego tricki i malutkie tajemnice. Dlaczego lew ryczy, jakie kwiatki najchętniej chrupały dinozaury, czym nadziewane  są kosmiczne pierogi? Uwielbiam patrzeć jak dają się Życiu zanęcić, jak łakomie połykają haczyk, zamaskowany smakołykiem ze spiżarni Życia. Kocham ich sprzeczki i przekomarzanki, saturację fantastycznych pomysłów, piętrzących się tworów wyobraźni, graniczących z narkotycznymi wizjami, wyrastającymi z zacieru, jaki Życie im nieustannie podsuwa, pokazując zabawki, gadżety, nowe, nieznane przedmioty. Wytrzeszczam gały, gdy buchają gniewem, że to nie oni szybciej przebiegli dystans od latarni do latarni. Ścieram łzy gniewu, że nie tak powinienem przewrócić się na piasek, zaatakowany rozwścieczoną bandą dinozaurów. Mięknę wobec determinacji, gdy z całych sił wyciągają mnie spod nadbiegającej, groźnej fali, która swoim dwudziestocentymetrowym grzebieniem mogłaby zmyć nas wszystkich na środek oceanu. Ale najważniejsze i najbardziej emocjonujące są te wyprawy przez samborskie chaszcze i krzaczyska, z patykami anten oraz czujników wykrywających ślady obecności Czarnego Kosmicznego Kota o Czarnych Oczach. Nikt potwora nie widział, ale w ich wyobraźni jest on o wiele bardziej realny niźli kubek gorącego kakao, wypijanego po powrocie z wyprawy.

Jeśli miałbym zapaść na jakąś chorobę nieuleczalną, to niech nią będzie syndrom Falstaffa. Niech mnie łoją i poszturchują, złorzeczą i przepędzają ale humoru i skłonności do sowizdrzalstwa nie zdołają mi odebrać.


Warning: implode(): Invalid arguments passed in /home/klient.dhosting.pl/ccdpl/koszur.net/public_html/wp-content/plugins/essential-grid/public/essential-grid.class.php on line 295

Warning: implode(): Invalid arguments passed in /home/klient.dhosting.pl/ccdpl/koszur.net/public_html/wp-content/plugins/essential-grid/public/essential-grid.class.php on line 318